Stopniowe zdobywanie terenów Prus Wschodnich przez nacierające wojska sowieckie w ramach tzw. operacji wschodniopruskiej w styczniu i lutym 1945 r. zapoczątkowało nowy etap migracji ludności na tym obszarze. Po przejściu frontu próbę powrotu do swych mieszkań i gospodarstw podjęła ludność autochtoniczna, ale także wyzwalana ludność polska ewakuowana lub wywieziona na ziemie III Rzeszy do prac przymusowych przez niemieckiego okupanta. Przemieszczanie się po lokalnych drogach wraz z dobytkiem wymagało stosownych zaświadczeń i pozwoleń wystawianych przez władze sowieckie. Posiadanie pisemnej zgody nie gwarantowało jednakże bezpieczeństwa podróży, o czym przekonała się polska rodzina, która 14 lutego 1945 r. znajdując się w pobliżu Treuburga została zmuszona siłą do oddania jednej z czterech posiadanych krów. Przebieg zdarzenia tak opisała poszkodowana A.W. w trakcie przesłuchania prowadzonego 5 marca 1945 r. przez Józefa Kowalewskiego z Referatu Śledczego Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Suwałkach: „W dniu 14 lutego r.b. wracając z Niemiec po ewakuacji, prowadziłam ze sobą żywy inwentarz oraz naładowane wozy. Nadmieniam, że gdy zbliżał się front do wsi Konopki gm. Wólki, Niemcy nas ewakuowali w głąb Wschodnich Prus, wobec tego, że furmanki były naładowane szłam za furmanką pieszo, po przybyciu do miejscowości nazwiska nie pamiętam w odległości czterech km od Treuburgu nieznani mi osobnicy zabrali od córki mojej E.W. krowę w obecności drugiej córki J. oraz syna I. Osobnika, który zabierał krowę z rąk córki poznam”. Więcej szczegółów przytoczonego zdarzenia przedstawiła w trakcie swojego przesłuchania córka poszkodowanej - J.W.: „Datę dokładnie pamiętam, gdyż była Sucha Środa t.j. 14 II 45 r. wracając z Niemiec po ewakuacji spotkaliśmy dwie fury, które prowadził nieznajomy mi żołnierz polski w randze plutonowego. Nadmieniam, że w Niemczech nie mogliśmy podjechać pod górę, która była około 5-ciu km od Treuburga i byliśmy zmuszeni stać dłuższy czas. Siostra moja E. poszła naprzód z dwiema krowami i w tym czasie podszedł do niej ww. żołnierz, który wdał się w rozmowę z siostrą moją. Za chwilę siostra zaczęła krzyczeć w stronę mojej matki, która została za wozami, ażeby pokazać otrzymaną przepustkę od władz sowieckich na prowadzony żywy i martwy inwentarz. Żołnierz po przeczytaniu przepustki, oddał ją z powrotem siostrze E., a zwrócił się ze słowami do swego kolegi cywila, który także posiadał karabin, ażeby repetował go. W ten sposób strasząc nas użyciem broni zabrał od siostry E. krowę maści czarno-graniastej i poprowadził za swoimi wozami”.
W wielu przypadkach tego typu przestępstwa nie były zgłaszane albo kończyły się nie wykryciem sprawców ponieważ osoby poszkodowane nie potrafiły wskazać potencjalnych winnych. W tym przypadku było zgoła odmiennie. A.W. starając się o odzyskanie utraconej własności i ukaranie sprawców całą sprawę zgłosiła na Posterunku MO w Bakałarzewie. Podejrzanymi okazali się D.W. i Cz.W. Ten ostatni, zatrudniony w Rejonowej Komendzie Uzupełnień w Suwałkach, został rozpoznany przez poszkodowanych 5 marca 1945 r. w trakcie okazania na Komendzie Powiatowej MO w Suwałkach. Podczas przesłuchania w charakterze podejrzanego przedstawił własną wersję wydarzeń: „Dokładnej daty nie pamiętam, lecz było to w pierwszej połowie lutego r.b. w miejscowości między Eichhornem a Treuburgiem w Prusach Wschodnich jadąc do Suwałk spotkałem jedną rodzinę polską, która wracała z Prus. Przy wozie było uwiązane cztery krowy rasy holenderskiej. Na moje polecenie W.D. odpiął krowę i poprowadził do swego wozu. Zaznaczam jednak że powiedziałem W., ażeby dała krowę która jej jest najgorsza, dlatego że ta krowa idzie na mięso dla Wojska Polskiego. Zaznaczyłem W. że tyle krów przez granicę nie przeprowadzi dlatego że żołnierze sowieccy zabiorą jej. Po przejechaniu około trzystu metrów, jak mówił mi W.D. przy którego wozie była uwiązana krowa, zerwała się względnie odwiązała się i pobiegła w stronę powrotną. Ja zapytałem się dlaczego nie biegłeś za nią, więc on odpowiedział że było już ciemno i nie mógł zostawić wozu i biegnąć za krową”.
W zeznaniach złożonych przez Cz.W. próżno szukać jakiejkolwiek wzmianki o grożeniu bronią palną członkom rodziny W. Jednakże liczni świadkowie zdarzenia oraz składane przez nich spójne zeznania dały podstawę do sporządzenia przez Komendę Powiatową MO w Suwałkach aktu oskarżenia i skierowania sprawy do znajdującego się w tym mieście Sądu Grodzkiego, który na podstawie postanowienia z 30 kwietnia 1945 r. uznał, że właściwym do rozpoznania sprawy będzie sąd wojskowy. W związku z tym zgromadzone materiały przekazał Prokuraturze Garnizonu WP w Białymstoku. W uzasadnieniu wskazał, że oskarżeni dopuścili się przestępstwa z bronią w ręku w trakcie wojny, zabierając przemocą cudze mienie.
Prokuratura wojskowa po przeanalizowaniu zgromadzonego materiału dowodowego uznała, że jest on niewystarczający i przesłała 28 maja wytyczne do Wydziału Śledczego Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku celem uzupełnienia dochodzenia i całkowitego załatwienia powyższej sprawy. Jednocześnie zastosowała względem podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci aresztu tymczasowego i nakazała osadzić ich w Więzieniu Karno-Śledczym w Białymstoku. Pod koniec czerwca Wojskowa Prokuratura Garnizonowa w Białymstoku podjęła decyzję o wszczęciu własnego śledztwa i rozpoczęła dalsze przesłuchania świadków. Cała procedura zakończyła sie sformułowaniem 10 sierpnia aktu oskarżenia wobec podejrzanych (Cz.W. usłyszał dodatkowy zarzut zaboru kolejnej krowy, będącej własnością mieszkanki wsi Szczecinki).
Rozprawa przeciwko oskarżonym przeprowadzona została 30 sierpnia 1945 r. i trwała zaledwie cztery godziny. Wyrok ogłoszono jeszcze tego samego dnia. Cz.W. wymierzono karę czterech lat pozbawienia wolności bez utraty praw publicznych i obywatelskich praw honorowych. Wykonanie orzeczonej kary zawieszono warunkowo na okres trzech lat. D.W. wymierzono z kolei karę jednego roku bez utraty praw publicznych i obywatelskich praw honorowych. W jego przypadku wykonanie zasądzonej kary zawieszono warunkowo na okres dwóch lat. Skazani mury więzienia opuścili dzień po ogłoszeniu wyroku.
W aktach sprawy brakuje informacji czy rodzinie W. udało się odzyskać odebraną krowę, czy względnie otrzymała rekompensatę za poniesione straty. Z całą pewnością powyższa sprawa jest natomiast przykładem na to, że determinacja w dążeniu do sprawiedliwości pozwoliła ukarać sprawców, którzy zamiast służyć pomocą dopuścili się przestępstwa. Zachowana dokumentacja to także interesujący materiał źródłowy ukazujący przykładowe trudności i niebezpieczeństwa z jakimi przyszło mierzyć się osobom przemieszczającym się po drogach Prus Wschodnich w kilka tygodni po przejściu frontu. W tym przypadku w najbliższych okolicach Treuburga (Olecka).

Prezentowane dokumenty pochodzą z Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie.