Powracamy do Państwa po dłuższej przerwie. Spośród wpisów, które planujemy opublikować w najbliższych tygodniach, pierwsze dwa postanowiliśmy poświęcić historii zabytkowego pałacu w Białej Oleckiej. Ta dwukondygnacyjna rezydencja, wzniesiona w stylu neobarokowym na początku XX wieku, należała początkowo do rodziny Tolsdorffów, która od mniej więcej połowy XIX wieku była właścicielem okolicznych dóbr.

Rodzinna posiadłość, usytuowana pomiędzy parkiem, a placem z budynkami gospodarczymi, od początku przykuwała uwagę swoim charakterem. Wybudowana na planie prostokąta, zamknięta po bokach wielobocznymi wieżyczkami, posiadała wyraźnie zaznaczone siedmioosiowe ryzality (zwieńczone mansardowymi dachami) oraz taras wsparty na czterech kolumnach, umiejscowiony bezpośrednio nad wejściem głównym do budynku.

Zniszczony pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 1. Pałac zniszczony w trakcie I wojny światowej. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Zniszczone zabudowania gospodarcze przy pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 2. Zabudowania gospodarcze zniszczone w trakcie I wojny światowej. Ze zbiorów Z archiwum „O”.

Podczas I wojny światowej, posiadłość uległa całkowitemu spaleniu. Ocalały zaledwie mury, które po zakończeniu działań wojennych pozwoliły na odbudowę pałacu. W 1926 r. majątkiem o wielkości kilkuset ha zarządzał Fritz Tolsdorff, skupiający swoją działalność na hodowli bydła i koni oraz prowadzeniu gorzelni i suszarni ziemniaków. Prawdopodobnie już cztery lata później majątek przeszedł na własność, pochodzącego z Gołdapi Leo Brodowskiego. Nowy właściciel zupełnie inaczej postrzegał możliwość wykorzystania przestrzeni mieszkalnej w pałacu, organizując w kolejnych latach obozy szkoleniowe dla młodzieży należącej do Hitlerjugend.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 3. Pałac widziany od frontu. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 4. Pałac widziany od strony parku. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 5. Park przypałacowy. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Jadalnia w pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 6. Jadalnia. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Sypialnia w pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 7. Sypialnia. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

W tym miejscu warto przytoczyć relację zamieszczoną w szóstym numerze Treuburger Heimatbrief z 1983 r. I choć nie pada w niej ani jedno słowo o niemieckiej indoktrynacji młodzieży, prowadzonej w posiadłości w latach trzydziestych, to dość szczegółowo przedstawia wygląd wnętrz odbudowanego przez Tolsdorffów pałacu oraz zakres prac gospodarczych prowadzonych w majątku przed wybuchem II wojny światowej:

Posiadłość szlachecka w Billstein zasługuje na uwagę poprzez swoje malownicze położenie, będąc wraz z miastem powiatowym i sąsiednimi posiadłościami względnie miejscowościami połączona kolejką wąskotorową. W roku 1900 park, pałac i zabudowania gospodarcze zostały rozbudowane przez urodzonego kawalerzystę Friedricha von Tolsdorffa i jego żonę z rodu Reuter i zaliczone do najnowocześniejszych obiektów tego rodzaju w Prusach Wschodnich. Posiadłość ta została w czasie I wojny światowej zniszczona, ale zaraz po wojnie znowu odbudowana.

W roku 1930 posiadłość została nabyta przez pana Leo Brodowskiego. Właściwa posiadłość, mała podobizna zamku Sanssouci posiadała wspaniały hol, którego przestrzeń odpowiadała około czterem domkom osiedlowym. Sala jadalna z marmurowym kominkiem i starożytnymi rzeźbami posiadała miejsca dla stu osób. Ściany były wyłożone dębową boazerią. Artystycznie pomalowane sufity promieniowały w zależności od oświetlenia. Oranżeria (ogród zimowy) była doskonałym miejscem do odpoczynku. Do niej przylegał duży salon muzyczny. Pokój gościnny wyłożony tapetami jedwabnymi oraz stylowo urządzony pokój dzienny zapraszały wszystkich odwiedzających, przyjaciół i znajomych. Panował w nich przyjemny nastrój przytulności i błogości. Tak samo miło urządzone były wszystkie pokoje na piętrze.

Wszędzie było światło i panowała przyjemna atmosfera. Także zimą było ciepło dzięki centralnemu ogrzewaniu. Po schodach schodziło się na dziedziniec, a drzwi po przeciwnej stronie stanowiły połączenie z dużym parkiem. Stąd prowadziły eleganckie dróżki nad staw i do japońskiego domu herbacianego. Duży dziedziniec z bażantarnią zamknięte były przez stajnię i budynki gospodarcze. Stolarnia wraz z kuźnią zajmowały centralne miejsce tego placu. Był tam wspaniały widok. Na tych 20 000 m. kw. można było w dni robocze oglądać duży ruch, a w niedzielę i inne dni wolne od pracy – porządnie poustawiane pojazdy i maszyny.

Gospodarstwo rolne było planowane i zarządzane w małym przyjemnym budynku zarządu. Właściciel i zarządca przychodzili tu we wczesnych godzinach porannych, a wieczorem obchodzili gospodarstwo. Pola uprawne i łąki były poprzecinane i ograniczone lasem kasztanowym. Oprócz tego były wspaniałymi terenami łowieckimi.

Posiadłość miała obszar około 600 ha, w tym ziemi ornej – 320 ha. Pastwiska i łąki – 100 ha, tereny leśne – 100 ha. Pałac z podwórzem, drogi i ogród około 20 ha. Budynki gospodarcze z parkiem – 50 ha.

Dobra ziemskie były zróżnicowane. Uprawiano między innymi: ozime i jare zboża, kukurydzę, koniczynę, buraki i ziemniaki. Buraki były uprawiane w dużej części dla własnej gorzelni wydajności 90 000 litrów spirytusu gospodarczego.

Czarno-białe pogłowie bydła – członek wschodniopruskiej księgi hodowlanej – było pod kontrolą. Stado dawało 1000 litrów mleka i w okresie przed świętami Bożego Narodzenia wysyłano do Berlina co najmniej 100 tłustych młodych byków i wołów. Wzorowa była hodowla świń. W majątku pobudowano drewniane chlewy. Przyczyniły się one do dużego rozwoju i dochodowości hodowli. Szczególnie troskliwą opieką otoczone były konie. W najlepszym stanie były konie zaprzęgowe. Od 12 do 15 dwulatków było co roku odstawianych. Miłość do koni w Billstein była powszechnie znana. Była tam również filia stadniny Rastenburger.

Instalacja elektryczna zaopatrywała w prąd wszystkie maszyny i budynki dzień i noc. Imponujący był dźwig zainstalowany w jednym z budynków gospodarczych. Mógł on za jednym razem podnieść cały ładunek jednego wagonu i przenieść go z miejsca na miejsce.

W budynkach mieszkalnych toczyło się zawsze ruchliwe życie. Bezpośrednio obok znajdowała się jednoklasowa szkoła podstawowa. Nieco obok położone jezioro (wchodzące w skład majątku) pozwalało każdemu na kąpiel i pływanie kajakiem. Kto mógł mieszkać w Billstein, nigdy tego nie zapomni. (…)”.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 8. Pałac widziany od frontu. Treuburg. Ein Grenzkreis in Ostpreußen, red. Klaus Krech.

Dziedziniec przed pałacem w Białej Oleckiej.

Fot. 9. Dziedziniec z widoczną zabudową gospodarczą. Treuburg. Ein Grenzkreis in Ostpreußen, red. Klaus Krech.

Wybuch II wojny światowej przyniósł dalsze zmiany w funkcjonowaniu gospodarstwa. W majątku kwaterowali żołnierze przed wyjazdem na front, tutaj też zorganizowano sanatorium dla żołnierzy niemieckich rannych podczas walk na froncie wschodnim. Bliższych informacji dostarcza relacja niemieckiego żołnierza Adolfa Krögera, opublikowana w siódmym numerze Treuburger Heimatbrief w 1984 r.:

„Większość mieszkańców przebywała jeszcze w Billstein, kiedy 1. kompania sanitarna 240 z 170.I.D. [dywizji piechoty] założyła sanatorium dla żołnierzy niemieckich walczących w wojnie pozycyjnej. Od jesieni 1942 r. do stycznia 1944 r. kompania ta utrzymywała podobny dom w Toila nad Zatoką Fińską w Estonii.

Kobiety i dziewczęta z Billstein pomagały w tym czasie w opiece nad żołnierzami, którym pozwolono odpoczywać przez około 10 dni. Pomagały przy wydawaniu żywności i sprzątały pokoje. Łóżka umieszczono w pokojach na piętrze. Sala kominkowa służyła jako jadalnia. 14 września 1944 r. odbyło się wielkie przyjęcie z tańcami do godz. 2 w nocy. Czy ktoś z mieszkańców Billstein pamięta jeszcze tamten wieczór?

Na polach, zbiory ziemniaków szły pełną parą. Do pracy wysyłano również żołnierzy. Robotnicy folwarczni, Polacy, więźniowie i żołnierze pracowali ramię w ramię. Praca rozpoczynała się o godz. 7.00 i kończyła o godz. 18.30. Przerwy wynosiły 1/2 godziny na śniadanie, 1 godzinę na obiad i 1/2 godziny na kolację, podczas której trzeba było również nakarmić konie. Zebrane ziemniaki trafiały do zamkowej piwnicy lub były składowane w kopcach. Większość z nich trafiała jednak na kolej wąskotorową, która kursowała wówczas jeszcze dwa razy dziennie z Garbassen do Treuburga.

Szkoła była kwaterą żołnierzy. Tutaj żołnierze spali na workach ze słomą. Po wakacjach szkoła nie została wznowiona, młodszy nauczyciel był już od jakiegoś czasu żołnierzem, a starszy kapitanem w wojskowym biurze meldunkowym w Treuburgu. Do domu wracał tylko w niedziele. Cenne meble właściciela zostały ustawione w dużych salach zamku, obok sali kominkowej. My, żołnierze, nie mieliśmy dostępu do tego pomieszczenia.

Kiedy w połowie października Rosjanie przedarli się do Gołdapi, w rejonie Treuburga panował spokój. Ludność cywilna musiała jednak opuścić swoje domy, a żołnierze również opuścili Billstein. Tak więc miejsce to było z pewnością opuszczone przez kilka dni. Dopiero 27 października 1 podoficer i 2 kaprali z 2. kompanii sanitarnej 240 zostali przetransportowani do Billstein z Seedranken, gdzie w międzyczasie utworzono główny punkt opatrunkowy. Jednym z tych mężczyzn byłem ja.

Pod koniec października było już dość chłodno. Nie mogliśmy uruchomić systemu grzewczego w piwnicy zamkowej, chociaż było wystarczająco dużo koksu, węgla i drewna. Rozbiliśmy obóz w małym pokoju naprzeciwko dużej kuchni, bo tu był jeszcze duży piec kaflowy, który można było rozpalić. Jedzenie gotowaliśmy na dużej kuchence w kuchni, co trzy dni przywożono je do nas z Seedranken, albo przyjeżdżaliśmy po nie rowerami. Światło elektryczne i rury wodociągowe nadal działały.

Łóżka polowe z zamku i szkoły były stopniowo przywożone do Seedranken przez naszą kompanię, zabierano również ziemniaki, kapustę, korzenie i warzywa, które były jeszcze przechowywane w szklarni. Pewnego dnia otrzymaliśmy zadanie założenia <<stacji odwszawiania>> w piwnicy zamkowej. System natryskowy był już zainstalowany. Dwóch murarzy z naszej kompanii przyjechało i zbudowało pomieszczenie na ten cel. Po tygodniu wszystko było gotowe i rozpoczęliśmy walkę z wszami, które żołnierze przywieźli z Rosji. Nasz piec do odwszawiania był tak mały, że musieliśmy pracować do późna w nocy.

Pewnego dnia miejscowy komendant z Wiesenhöhe zorientował się, że w Billstein w nocy nie ma warty i w związku z tym oprócz pracy przy odwszawianiu w ciągu dnia musieliśmy chodzić na nocne <<patrole>>. Odciążaliśmy się co dwie godziny, aż do szóstej rano. To było dla nas za dużo, więc wezwaliśmy posiłki i trzech ludzi z naszego zaciągu, który był w Milken, powiat Lötzen, przyszło nas wesprzeć. Wśród nich był rosyjski ochotnik, który obsługiwał ten rosyjski samochód odwszawiający już w Armii Czerwonej w Rosji. W ciągu dnia jeden z nas musiał iść <<uzbrojony>> w szpadel lub łopatę do kopania. Pionierzy zajęli kwatery we wsi i mieli za zadanie budować <<doły pod czołgi>>, o boku 1 metra kwadratowego, a my musieliśmy pomagać. Te doły były robione w zamarzniętej ziemi wzdłuż nasypu kolejowego i drogi do Lehnarten. Na wschodnich Mazurach wcześnie nadeszła zima! Zboże przechowywane w dużej stodole dworskiej było również młócone i układane w stosy aż po dach. Zboże było wywożone kolejką wąskotorową. Raz na noc przyjeżdżały kolejki, aby wywieźć cenny towar. Trwało to tak aż do Bożego Narodzenia. Na początku grudnia piechota przeniosła się do górnych pomieszczeń zamku. Udało im się również uruchomić z powrotem centralne ogrzewanie. W ten sposób do Billstein powróciło normalne życie.

Rano 13 stycznia 1945 r. o godz. 7.00 usłyszeliśmy silny ogień huraganowy w kierunku północnym. Trwało to do 10 rano. Potem wszystko znów ucichło. Nie było słychać ani jednego strzału. Kontynuowaliśmy odwszawianie jak w poprzednich dniach. Nie potrafię powiedzieć, którego dnia wycofaliśmy się z Billstein bez walki. Listy, które napisałem między 18 a 31 stycznia nie dotarły do domu. Kolejny list datowany jest na 1 lutego i nie wskazuje miejsca pobytu.

Poruszaliśmy się w kierunku północno-zachodnim. Następny list poczty polowej, jaki posiadam, nosi datę 16 marca 1945 r., który napisałem w Groß-Hoppenbruch, a 20 marca dostałem się do niewoli rosyjskiej w Klein-Kallen. Przez Bladiau-Zinten udałem się do Hermsdorfu, gdzie dołączyłem do rosyjskiego batalionu budowlanego, a następnie po 10 dniach zostałem przewieziony przez Bartenstein i Insterburg do Georgenburga. W maju pojechałem dalej do Revala, a w 1947 r. pociągiem przez Leningrad i Moskwę na Ural. W dniu 6 maja 1948 r. wróciłem stamtąd do domu rodziców.”

Biała Olecka. 4 czerwca 1941 r.

Fot. 10. Billstein (Biała Olecka). 4 czerwca 1941 r. Ze zbiorów Z archiwum „O”.

Biała Olecka.

Fot. 11. Niemieccy  żołnierze w Billstein (Białej Oleckiej). Ze zbiorów Z archiwum „O”.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 12. Widok od strony dziedzińca. Ze zbiorów Z archiwum „O”.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 13. Widok od strony dziedzińca. Ze zbiorów Z archiwum „O”.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 14. Widok od strony dziedzińca. Ze zbiorów Z archiwum „O”.

Po 1945 r. w obrębie majątku utworzono Państwowe Gospodarstwo Rolne, a sam pałac wykorzystywany był do celów biurowych i mieszkalnych przez pracowników zatrudnionych w przedsiębiorstwie rolniczym. W latach siedemdziesiątych w pałacu funkcjonowała ponadto filia szkoły rolniczej w Dowspudzie.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 15. Pałac w 1962 r. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 16. Pałac w 1975 r. Ze zbiorów Zdzisława Bereśniewicza.

Przez szereg lat, obiekt pozbawiony należytej opieki, dewastowany przez okolicznych mieszkańców, popadał stopniowo w ruinę. W sierpniu 1980 r. w trakcie prac remontowych, służących odrestaurowaniu obiektu i przeznaczeniu go na ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy Zjednoczenia Państwowych Przedsiębiorstw Gospodarki Rolnej w Suwałkach, doszło do przypadkowego zaprószenia ognia. W konsekwencji pożaru pałac uległ ponownemu zniszczeniu. Na tę okoliczność założona została przez Służbę Bezpieczeństwa Sprawa Operacyjnego Sprawdzenia o kryptonimie „Zamek” (patrz tutaj). Straty wywołane przez ogień były na tyle poważne, że nie podjęto próby jego odbudowy. Taki stan utrzymywał się przez kolejną dekadę, a brak zabezpieczenia obiektu przed zmiennymi warunkami atmosferycznymi, pogłębiał tylko skalę zniszczeń.

Ruiny pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 17. Widok od strony dziedzińca. 5 lipca 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Ruiny pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 18. Widok od strony dziedzińca. 5 lipca 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 19. Wnętrze pałacu. 5 lipca 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Ruiny pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 20. Widok od strony parku. 5 lipca 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 21. Wnętrze pałacu. 5 lipca 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 22. Wnętrze pałacu. 5 lipca 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

W 1990 r. zrujnowany pałac przeszedł na własność oleckiego przedsiębiorcy – Zdzisława Bereśniewicza. Od tego momentu rozpoczął się wieloletni proces odbudowy i zabezpieczania obiektu. Prace te były prowadzone nieprzerwanie do 2005 r., kiedy to pałac został sprzedany Wojciechowi Kotowi, burmistrzowi Olecka I kadencji. Nowy właściciel kontynuuje prace renowacyjne, obejmujące zarówno pałac, jak i pobliskie zabudowania gospodarcze, które w dalszej perspektywie czasowej mają pełnić funkcję przestrzeni ekspozycyjnej pod planowane muzeum motoryzacji, prezentujące zabytkowe pojazdy pochodzące z prywatnej kolekcji Wojciecha Kota.

Odbudowa pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 23. Prace remontowe. Widok od strony dziedzińca. 31 grudnia 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Odbudowa pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 24. Prace remontowe. 31 grudnia 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Odbudowa pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 25. Prace remontowe. Widok od strony parku. 31 grudnia 1990 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Odbudowa pałacu w Białej Oleckiej.

Fot. 26. Prace remontowe. 17 września 1993 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 27. Prace remontowe. Stan na 1997 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.

Pałac w Białej Oleckiej.

Fot. 28. Prace remontowe. Stan na 2005 r. Wyk. Zdzisław Bereśniewicz.